Rok 1921 – wojna Ispoliona 1927 – 1939 (etiuda podolska)

Często można się spotkać z twierdzeniami, że anachroniczna polityka Piłsudskiego i sanacji czy brak odpowiednich zbrojeń, była przyczyną naszej błyskawicznej klęski w 1939 roku, mimo tego, że mieliśmy takie możliwości techniczne i przemysłowe oraz finansowe, ta historia będzie opowieścią w której dochodzą do władzy ultranacjonaliści, ukryci władcy naturalni, odwołujący się do naszej starożytnej tradycji.

To będzie historia alternatywna z częścią osób fikcyjnych i historycznych, Antenor M. należy do tych pierwszych, S Grabski nie odegra żadnej roli, bardziej swoją historyczną rolę odegra Kwiatkowski, historyczny W. Agenor Gołuchowski odegra bardziej rolę fikcyjną i będzie bardziej postacią fikcyjną niż historyczną, takie starożytne imiona to będzie znak szczególny mędrców.

Na razie to bardziej szkic stąd – (Etiuda – krótki utwór w sztuce, mający na celu doskonalenie stylu literackiego)

Śmierć we Lwowie 1921

Był początek polskiej złotej jesieni, 25 września 1921 roku Piłsudski przyjechał do Lwowa, na otwarcie pierwszych Targów Wschodnich. Tuż po powitaniu z wielką pompą na dworcu włącznie z paradą wojskową, marszałek przejechał samochodem wśród szpaleru uczniów lwowskich szkół i mieszkańców miasta do katedry łacińskiej, jechał w towarzystwie prezydenta Lwowa Józefa Neumanna, gdzie odbył kurtuazyjną rozmowę z arcybiskupem lwowskim Józefem Bilczewskim.

Po czym pojechał do parku Stryjskiego na otwarcie Targów. Po tradycyjnej celebrze związaną z otwarciem targów, ruszył do ratusza na odsłonięcie wielkiego godła państwowego. Gdzie jak się okaże o ironio losu z publicystą „Ilustrowanego Kurjera Codziennego” z wielkim przekonaniem mówił o konieczności unormowania stosunków z Chachłakami* na zasadzie porozumienia.

Gdy koło godz. 20 Piłsudski wyszedł z ratusza bez eskorty, w towarzystwie wojewody lwowskiego Kazimierza Grabowskiego, by wsiąść do odkrytej limuzyny, przez tłum przecisnął się ku nim Stepan Fedak – 20-letni Chachłak z UWO.

Samochód ruszył, gdy rozległ się głośny huk wystrzału, prawie równocześnie wystrzelony drugi pocisk trafił marszałka w głowę, dwa kolejne pociski raniły towarzyszącego Piłsudskiemu wojewodę w prawe ramię i – w lewą rękę, gdy wojewoda osuwał się z siedzenia, Piłsudski już nie żył, w alternatywnej rzeczywistości zamach się nie udał. Starszy posterunkowy Jakub Skweres rzucił się i chwycił zamachowca za gardło, równocześnie obalając go na ziemię, już prawie leżąc Fedak strzelił piąty raz raniąc się w pierś. Tłum rzucił się na Fedaka. Od śmierci uratowali go policjanci i żołnierze z ratuszowej warty, którzy kolbami powstrzymali linczujących. W tym samym czasie strzelec celny, który wystrzelił tylko raz prawie równocześnie z zamachowcem, chował karabin, celownik optyczny i tłumik ognia w futerał od skrzypiec.

W następnych dniach rozegrał się dramat ojca Fedaka który był znanym chachłackim adwokatem który padł ofiarą samosądu dokładniej mówiąc odwetowego zamachu bo ktoś strzelił mu w skroń z niewielkiej odległości, wyłapywano i linczowano też działaczy UWO, co jednak dziwne dokonywali tego zamaskowani ludzie działający z zaskoczenia, którzy uciekali przed przybyciem policji, zginęło wielu chachłackich radykałów, których programowym celem było wywołanie krwawej wendety etnicznej i nienawiści do państwa polskiego m.i. Jewhen Zyblikewycz, Józef Sztyk, Dmytro Palijiw, Ostap Kobierśkyj, Wasyl Kuczabśkyj, Mychajło Matczak, Petro Jaremijczuk, Bohdan Hnatewycz, Mykoła Tofan, Jan Bielecki, Ostap Horobijowśkyj spalono też wiele cerkwi, by było jasne w alternatywnej historii w czasie II WŚ byli oni przywódcami band chachłackich, które dokonały rzezi 200 000 rzeszy polskiej ludności cywilnej w tym kobiet i dzieci.

Chachłacy* mieszana ludność pochodzenia tatarsko-szwedzko-bałkańskiego wyznania greckiego, pierwotnie populacja ta ukształtowana z centrum nad rzeką Kałką, którą to nazwę nadali jej najeźdźcy chazarscy, stąd nazwa tej ludności mówiącej kreolskim językiem z przewagą słów słowiańskich, zamieszkująca wschodnią Małopolskę gdzie przybyła też ludność duńska, sama ta ludność nazwała się Ukraińcami „mieszkańcami granicy” najnowsze ustalenia potwierdzają, że nazwa pod którą znają ich sąsiedzi jest pochodzenia mongoturkijskiego która przyniosła nazwę Chałcha – Kałcha podczas najazdu prosto z okolic Mongolii gdzie jest nazwą ludu i jednej z jej prowincji (Chałchasi, Chałchowie, Chałcha-Mongołowie – grupa etniczna, najliczniejsza spośród ludów mongolskich).

Dodatkowo przez całe miesiące po zamachu policja zatrzymała lub przesłuchiwała szereg działaczy chachłackich ze Lwowa, w którym to Lwowie ludność greckochachłacka stanowiła mniej niż 10% liczby mieszkańców, wśród ludności wiejskiej stanowili około połowy ludności.

O same te samosądy, czy kapturowe wyroki podejrzewano osieroconych piłsudczyków, ale faktycznie większość z najbardziej spektakularnych zamachów na UWO dokonał ktoś kto się tylko podszywał pod sprowokowanych do odwetu byłych legionistów, po latach okazało się, że były to siły uderzeniowe AS. Tymczasem w prasie pisano o wielu motywach kierujących chachłackimi zamachowcami z UWO, choć było tajemnicą poliszynela, że malkontencki z UWO byli finansowani i podżegani przez pokaiserowskich Niemców, a potem III Rzeszę.

Imię jego M’Ilijon tysięcznik tysięczników.

Początkiem AS była Partia Wojny którą tworzyli Podolacy magnaci kresowi sprzed paru wieków z Podola, stronnictwo to odwoływało się do jeszcze starszych lechickich tradycji, miało swoją tajną elitarną strukturę sprzysiężenie Lady – Ladona vel Smoka Ognistego czy Niebieskiego, jego przywództwo nazwało się Okiem Smoka, a jego zbrojne ramię zwało się szponem smoka. Sami wtajemniczeni nazywali się też armią stu wojewodów, AS było skrótem od nazwy Armia Smoka lub Armia Stu w domyśle wojewodów, co nawiązywało do starożytnej organizacji wojennej Słowian – stu okręgów każdy z tysiącem zbrojnych, wodzowie tych okręgów nazwali się tysięcznikami lub wojewodami, nad nimi był Wielki Wojewoda vel M’Ilijon.

Hierarchia organizacji była bardzo prosta, tysiąc dzielił się na setki gdzie dowódcami byli setnicy, dziesiątką dowodził dziesiętnik czyli dziekan, połową tysiąca pułkownik, a połową setki porucznik. Jednak w tym momencie organizacja była w podziemiu, i w działaniach nie wychodzono poza dziesiątki, faktycznie działano dwójkami, trójkami, a byli dalej w podziemiu, bo świeżo odzyskaną niepodległość państwową uważali za kruchą i zagrożoną, przez głównie zmieniające się w nowe struktury dwa byłe cesarstwa, obecnie pararepubliki w budowie weimarska i sowiecka, obiektywnie były to raczej autorytarne satrapie.

Oko Smoka oczywiście nie było klasycznym sztabem z dowództwem, tylko radą siedmiu mędrców wielu ksiąg, tak byli nazwani w starożytności w średniowieczu dali początek książętom, mędrcy przewidywali przyszłe zagrożenia, niekorzystny rozwój wypadków, siłą rzeczy opracowywali idee, ideologie, strategie przeciwdziałania im i eliminowania tego typu zagrożeń, oraz budowy czy bardziej odbudowy, siły zbrojnej i gospodarczej świętego królestwa.

W pewnym dworku tego samego dnia 25 września na południe od Lwowa w pobliżu góry Iławskiej późno w noc przy zielonym stoliku grało siedmiu ludzi zdawało się w brydża, jednak przy bliższym spojrzeniu przetłocznia na suknie stołu okazały się mapą zarysów środkowej Europy, a rozłożone karty królestwa kier tworzyły na tej mapie szczególną granicę, a mężczyźni nie grali ale prowadzili o niej rozmowę, w kominku nad którym wisiał herb Leliwa płonęły polana, za tarczą z herbem krzyżowały się wetknięte karabele, nadziaki, miecze i inna mniej znana broń.

 W pewnym momencie w nocnej ciszy dało się słyszeć konie w galopie, gdy tętent stał tak nieznośnie głośny, że drżały już od niego szyby w oknach i zdawało się, że końskie kopyta zaraz uderzą o dach domu, powóz wpadł przed dworek ktoś ściągnął wodze konie zatrzymały się stając prawie dęba, pochrapywały zmęczone i niezadowolone, podróżnik zeskoczył z powozu i gdy wszedł na schody drzwi przed nim otwarły się jakby same, wszedł przez nie pewnie zmierzając prosto do salonu, był tu niewątpliwie stałym bywalcem, – dokonało się – rzekł siadając na czekającym na niego fotelu – prawie jak w Sarajewie z arcyłotrem – dorzucił patrząc ponuro spode łba, mając na myśli austriackiego arcyksięcia, ale wyglądało jakby dla obecnych śmierć Piłsudskiego, to była rzecz oczekiwana i nieodzowna. Nie było innego wyjścia tak jak z tym upartym osłem Grabskim – odezwał się ten którego w tym gronie zwali arytmetykiem, trzeba tu wspomnieć, że Grabski tuż przed negocjacjami w Rydze miał podobno nieszczęśliwy wypadek doznał udaru mózgu i dopiero po paru miesiącach odzyskał świadomość i niepełną pamięć.

Zastąpił go w Rydze desygnowany z frakcji Podolaków Antenor Machowski, człowiek budzącej respekt postury i piorunującego wejrzenia, był przedstawicielem Podolaków którzy byli małopolskim sprzymierzeńcem Ndecji, tenże Antenor grzmiąc basowym głosem i gestykulując masywną srebrną laską oplecioną hipnotycznymi starożytnymi symbolami, zmajoryzował resztę polskiej delegacji, budził też atawistyczny lęk w delegacji sowietów, zaczął on forsować granice przedrozbiorowe, dzięki niemu i jego nieustępliwej postawie czy chwytom retorycznym, granice II RP sięgały 100-150km dalej na wschód, od tych które z niedorzecznych powodów forsował Grabski.

Towarzystwo rozumiało się prawie bez słów, przeskakiwano z tematu na temat półsłówkami, zmiany tematów następowały tak szybko, że była to dyskusja prawie hermetyczna, a dla kogoś niewtajemniczonego całkowicie niezrozumiała. Dopiero gdy panowie przeszli do spraw mglistej przyszłości, zaczęli ją omawiać pełniejszymi zdaniami, tym razem temat rozwinął geometra. – Jak wspólnie przypuszczamy mamy tylko kilkanaście lat do następnej wojny i mały dostęp do morza, potencjał demograficzny ok. 30 milionów ludzi i terytorialny 450 000 km2, jest jak na początek niezły – ale kontynuował – potencjał przemysłowy i jego rozwój jest bardzo nierównomiernie rozłożony.

Jako sprawujący pieczę nad działem boga wojny – mam pewne uwagi do powyższego – wszedł w zdanie nowo przybyły – co oczywiste Polska A na zachód od Wisły jeszcze długo, a na pewno do wieszczonej wojny, zachowa kilkukrotną przewagę nad Polską B w rozwoju przemysłu – czyli jej potencjał musimy chronić szczególnie – zawiesił głos, by dodać z naciskiem – nie możemy tu się bawić w wojny manewrowe, musimy zamienić Polskę A w mogotę – co w starym języku znaczyło twierdza – by uprzedzić pytania kontynuował – ze względu na długość granic można tego dokonać, tylko przy pomocy wałów kolejowych i co za tym idzie odpowiednio dużej liczby pociągów pancernych – Tak idea jest mi znana – włączył się do dyskusji arytmetyk, i dodał swoje wyliczenia.

Kontynuował – w świeżo skończonej wojnie z czerwoną Rosją mieliśmy 110 pociągów pancernych (PP) bardzo skutecznych i użytecznych w tej wojnie, granica z Niemcami bez odcinaka z enklawą Prus to około 700km, czyli jak niedawno mogliśmy mieć 1 pociąg pancerny na 6km granicy, wysokość wału 5m plus 2 metry wagonu, przy zasięgu 100mm haubicy 10km, jeden pociąg pancerny ma w zasięgu swych dział 20km odcinku wału, a z wysokości 7m (tu mówca miał wzgląd na krzywiznę ziemi), ma ta artyleria, pod ogniem na wprost i w zasięgu wzroku obszar blisko 150km2, 1PP sam wspomaga i jest wspomagany przez dwa sąsiednie pociągi pancerne. Jest więc to całkowicie wykonalne, mam na myśli skuteczną obronę granic –

Ten z siedmiu mędrców, który przybrał sobie za patronkę muzę retoryki i grał najczęściej rolę sceptyka, oświadczył – no to tradycyjnie, pomijając koszt tej broni, czy aby te piękne wyliczenia, za kilkanaście lat nie staną się nieaktualne w związku choćby z rozwojem broni artyleryjskiej, jej zasięgu i celności, wreszcie lotnictwa, czy czegoś takiego jak czołgi?

Pytanie znalazło adresata w pomysłodawcy, omawianej taktyki obrony granic pociągami pancernymi – nie możemy pomijać kosztów tej broni, bo to główna jej zaleta, prócz szybkości przemieszczania wojsk i posiłków czyli koncentracji sił czy artylerii, poza wszystkim pociągi pancerne to głównie wagony artyleryjskie i główny koszt takiego wagonu to dwie armaty, a użyć do nich można jak robimy to dotychczas, już istniejących zasobów armat i haubic, mamy 1300 francuskich armat 75mm, kilkaset haubic 105mm, 400 haubic 155mm, starczy ich nawet na 500 pociągów pancernych, w przypadku rozwoju technicznego armat nowe ich wersje można sukcesywnie wprowadzać w nowych PP, praktyczny zasięg skuteczności armat to 5-8km, wracając do kosztów parowozy z tendrami, nie stanowią też dużych dodatkowych kosztów bo można również opancerzyć doraźnie parowozy cywilne, w chwili wzrostu zagrożenia wojną. Lotnictwo oczywiście trzeba zwalczać lotnictwem, i te musimy mieć możliwie najsilniejsze, jednak wał kolejowy i PP maja powstrzymać siły lądowe, czyli też czołgi, samym lotnictwem czy armią operacyjna tego nie powstrzymamy.

Co do tych kilkunastu przewidywanych lat do następnej wojny, to tylko jeśli będziemy na nią czekać, bo możemy ją zdetonować wcześniej, jeśli będzie dobra okazja, można się domyślić, że takie okazje się pojawią, możemy też wojnę sprowokować w dogodnym dla nas terminie –

Dobrze – rzecze retoryk – nie jest to dokładnie odpowiedź na całe moje pytanie, ale dodam raczej w cywilnym trybie funkcjonowania państwa tego się nie przeprowadzi, do tego potrzebna jest gospodarka wojenna, choć może i można, też umiem liczyć 300 pociągów razy 140 ludzi obsługi, to dość mała 42 000 armia, czy aby potrafi ona powstrzymać atak 1500 000 armii lądowej? Też budowa 40 wagonów artyleryjskich rocznie, nie jest poza możliwościami naszego przemysłu, technicznie najnowsze półokrągłe wagony artyleryjskie z fabryki Cegielskiego, mają dodatkową zdolność rykoszetowania pocisków.

W związku z tym pytaniem retoryka usłyszeliśmy krótki wykład z historii wojen – rzymskie drogi powstały też po to by móc szybko przerzucać armie, stąd skuteczność rzymskich armii, pod Kircholmem pancerny młot nielicznej i elitarnej husarii niszczył kolejne regimenty Szwedów, prędkością i masą swych koni, dzięki tej szybkości natarcia odnoszono zwycięstwa. Z drugiej strony mur chiński, limes rzymski, czy wojna pozycyjna minionej wojny światowej dowodzi, że można zatrzymać wroga na długo, na umocnionych liniach. Taktyka walki Wellingtona w Portugalii i Hiszpanii polegała głównie na oczekiwaniu na wroga na dającej przewagę i przygotowanej pozycji, tak by dbać o własnych żołnierzy i małe własne straty, i by mieć możliwość wykrwawienia atakującego te pozycje wroga, by przejść potem do kontrnatarcia na osłabionego przeciwnika – w przypadku zastosowania wałów kolejowych oraz pociągów pancernych mamy zarówno zalety obronne linii, na której wykrwawimy wroga, jak i szybko przemieszczamy po tej linii swoje pancerne pięści. Prędkość PP jest większa od każdej obecnej przemieszczającej się armii lądowej, PP mam masę setek czy tysięcy ton, siłą rzeczy trzeba dużej siły by go zniszczyć, nie potrzebuje dodatkowej usługi transportowej i ludzi z nią związanych, sam sobie jest transportem i zaopatrzeniem, dlatego taka armia PP zrównoważy, wielokrotnie większe siły, podobnie jak wyćwiczony konny rycerz w zbroi w średniowieczu, równoważył siłę 100 chłopskich piechurów –

Na tym zakończono dyskusję, oraz przegłosowano poparcie, wszystkich siedmiu mędrców powiedziało – tak – co oznaczało, że będą wszędzie, wszelkimi sposobami i zawsze, działać na rzecz tego projektu, wspomagać, opracować i rozwijać koncepcję granicznego wału kolejowego i budowy floty pociągów pancernych, jako specjalnego rodzaju wojsk.

cdn

Jak obalono skutki działań, dziedziców tatarskich nominatów czyli carów von Moskau.

Mijał rok 1923 ustawowo przyjęto politykę, że państwo polskie postawi na komunikację masową opartą o kolej, wychodzono też z założenia, że kraj jest samowystarczalny jeśli chodzi o duże zasoby węgla, a zdawano sobie sprawę, że jego złoża ropy są wielokrotnie mniejsze, dodatkowo za 1 tonę węgla płacono 35zł-50zł, a za benzyny 70zł ale za 100 litrów czyli do dwudziestu razy więcej, tego roku w Chrzanowie otwarto fabrykę parowozów, w pobliskim Krakowie jak i Lwowie oraz Poznaniu, produkowano wagony, prócz towarowych, pasażerskich, rocznie produkowano jak ustalono ok 40-50 wagonów pancernych, w poznańskiej fabryce Cegielskiego opracowywano turbinowy silnik parowy spalania wewnętrznego, jego idea oparta była o zasadę zachowania energii, jak się później okazało ten silnik po dopracowaniu zyskiwał dużą nawet 70-80% sprawność, w mniejszych wersjach budowano go dla lokomotyw w większych dla statków.

Jedną z cech szczególnych tego silnika, były dobudowywane do niego skraplacze pary, które zwiększały autonomiczność czasu pracy parowozów między punktami uzupełniania wody, budowa tego silnika i zasada działania w uproszczeniu była zaś taka, prosto z ciśnieniowego kotła ceramicznego w którym w ciśnieniu 8 atmosfer spalano węgiel, turbinką wylotową podawano spaliny do mechanizmu rewolwerowego, w którego cylindry wtryskiwacze wstrzykiwały gorącą wodę w aerozolu, która odbierając ciepło od spalin zamieniała się parę i ta trafiała razem z spalinami schłodzonymi do temperatury 700 stopni na turbinę, która to wykonywała pracę, mechanizm rewolwerowy przypominał obracający się bębenek rewolweru, stąd przylgnęła do niego taka nazwa, alternatywnie opracowano mechanizm z jednym cylindrem w którym były dwa zawory sztabowe jeden przed turbiną parową, drugi za turbiną sprężającą które naprzemiennie były otwierane i zamykane zależnie od cyklu pracy, ten typ silnika miał być mniejszy i przystosowany do paliwa płynnego, oraz miał być stosowany w ciężarówkach, ciągnikach czy czołgach. Oczywiście powstawały różne warianty tego silnika, bez turbiny sprężającej wykorzystującej tylko ciśnienie utrzymywane w piecu przez sprężarkę, oraz podciśnienie pracującej turbiny parowej, tak czy inaczej był to hybrydowy silnik parowo spalinowy o niskiej temperaturze zewnętrznej.

W tym samym roku rozpoczęto budowę portu w Gdyni, równie ważna była budowa stoczni remontowej, Gdańsk był w tym czasie wolnym miastem, a Polska nie mogła być zależna od tego niepewnego tworu politycznego. Pierwszym okrętem podczas remontu wyposażonym w nową siłownię był 400 tonowy torpedowiec ORP Mazur, po tej modernizacji jego prędkość maksymalna wzrosła z 29 do 45 węzłów, przy czym prędkość ekonomiczna zachowana była do 30 węzłów, a zasięg wzrósł z 640 do blisko 2000 mil morskich, przy tej samej ilości paliwa i nie był to okręt optymalny do tego napędu, co zresztą dało dużo do myślenia mędrcom i konstruktorom, co do potencjału tych silników, a nawet u przywódców wywołało niemałą euforię, następne okręty miały mieć już wielokrotnie większą wyporność i dzielnością morską, odpornością kadłubów oraz płaskodennością, nawiązywać do doskonałych okrętów starożytnych Wenedów.

Awarysz mędrzec geometrii, którego antyczny imiennik był twórcą róży wiatrów, zwanej też strzałką Apollona siłą rzeczy był też znawcą geografii i astronomii, w tym czasie formalnie pełnił funkcję generalnego inspektora obrony, a tutaj razem z wojewodą Podolskim Agenorem Gołuchowskim wizytowali granicę wschodnią sprawdzając jak wdraża się plan budowy obrony pogranicza, w przeciwieństwie do wielkich terytorialnie cywilnych województw wewnętrznych o milionowych populacjach, tych granicznych wybitnie militarnych i wiejskich „województw tysiąca”, było na wschodniej granicy aż 50 każde przylegało średnio do około 30 km odcinaka granicy i ciągnęło się na 50 – 100km w głąb państwa, tak by ludność tych województw przekraczała liczbę 50 000 mieszkańców, podobnie było na zachodniej granicy tyle, że ze względu na większą gęstość zaludnienia odcinki granicy tych województw były krótsze średnio 15-20km, rekrutacja do tych swego rodzaju oddziałów milicji czy pospolitego ruszenia, odbywała się z mieszkańców wsi oraz osadników wojskowych, nawiązywano tu do tradycji wsi szlachty zagrodowej, jakich było tu kiedyś pełno, aż do czasu kiedy moskiewscy następcy nominatów mongolskich, przemocą i biciem przy pomocy nahajek kozackich, obrócili tę ludność w chłopów i zmusili do przyjęcia prawosławia, co równało się wówczas czy nawet teraz zruszczeniu.

Wizytowali odcinek granicy 20 km na wschód od Żytomierza, na południe obecna granica biegła stamtąd meandrując wokół południka, pozostawiając na zachód od niej Berdyczów, Koziatyń, Winnicę dalej idąc odcinkiem Bohu za Bracławem i Tulczynem dochodząc do Dniestru 10 km na wschód od Jampola, gdzie zbiegała się też granica Rumunii, a na północ od Żytomierza granica biegła rzekami Teterwią do Dniepru, tym do ujścia Berezyny tą rzeką do miasta Borysowa, tam pozostawiając te miasto po polskiej stronie, granica biegła dalej na północ na wschód od Kostrzycy pochylając się na wschód przechodziła następnie środkiem trzech jezior i dochodziła do samej Dźwiny, którą to rzeką linia graniczna szła, do granicy z Łotwą gdzie był końcowy odcinek granicy z sowiecką Rosją.

Tuż przed ich przyjazdem dotarł do Żytomierza nowy pociąg pancerny „Żmij Podolski” lśniący nowością, który prócz funkcji propagandowych miał patrolować przygraniczne szlaki kolejowe, oraz brać udział w ich remontach i rozbudowie pod kątem użyteczności militarnej, był też dowodem na to, że tym razem nie zabraknie sił i środków do obrony państwa. Dziś też miał brać udział, w zaprzysiężeniu nowych harcerzy korpusu obrony pogranicza, pociąg stał na nowo wybudowanej bocznicy kolejowej prowadzącej do składnicy wojskowej i miejscowych koszarów.

Wojewodą tysiąca był w Żytomierzu znany lwowski antropolog Karol Stojanowski, pułkownikiem zawodowy wojskowy Stanisław Hojnowski, do budynku dowództwa znajdującym się tuż obok bocznicy kolejowej, a dokładnej do obszernej jego sali gdzie mieścił się sztab, wniesiono duże skrzynie z szablami, pasami, czy butami, zdobionymi starożytnymi znakami i motywami Wenedów, a które w tych detalach były identyczne jak pasy czy szable w mundurach starożytnych bohaterów, znajdowane w kurhanach przeworskich, były to rozety, Lilie – trzy księżyce, Leliwy z przesłaniem Aucto lumine maior i Totum implebit orbem, Ostoje, oko boga czyli słońce nad księżycem główny starożytny herb Chrobacji, oraz smok Ladon plujący ogniem serdecznym strażnik drzewa życia północy.

Tak odbudowywano święte królestwo… a regentem był Milion – tysięcznik tysięczników, który podjął starożytne przesłanie. „Jak Słońce wypełnia cały świat światłem, tak światły lud, światłem mądrości, wypełni światy.”

Ale tymczasem trwały prace na linii kolejowej na południowowschodniej granicy zwężano szerokie tory, sypano wyższe, co najmniej 5 metrowe nasypy i to pod dwie line torów z wschodniej strony nasypu, tor zbudowano o 1 metra wyżej, i jeszcze od wschodniej jego strony, dodano rodzaj półmetrowego peronu z ziemi i dębowego drewna, powyżej linii szyn, który zasłaniał koła wagonów na wschodnim torze, a który był w zasadzie kolejowym okopem, na torze zachodnim na wschód wystawała zza toru wschodniego górna część wagonu pancernego z jarzmami karabinów maszynowych i wieżami dział, układ jezdny i tor był osłonięty od bezpośredniego ostrzału artyleryjskiego, wyglądało to jakby na całej długości wału kolejowego biegły dwa schodki po tym od zachodniej strony jechał pociąg dużo bardziej schowany za nasypem wału, ten który jechał po wschodnim miał tylko osłonięte koła.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „Rok 1921 – wojna Ispoliona 1927 – 1939 (etiuda podolska)

  1. gnago pisze:

    Po kontakcie z Ukrami na żywo przychylam się do poglądu, że ksywa chachły pochodzi od czasu zamiany g na h w języku ukraińskim

  2. vranvelkrut pisze:

    To jest tylko szkic i pewne literackie przerysowanie, w tamtych czasach nazwano dialekt ukraiński skażonym językiem polskim, po drugie bez wątpienia pokrewna i bliska genetycznie nam jest tylko populacja Białorusi, Rosjanie i Ukraińcy to z pochodzenia narody „nieczystej krwi” znane z źródeł arabskich które opisywały narody Chazarów i Pieczyngów jako ludy mówiące po słowiańsku, ale obce Słowianom pochodzeniem, czyli w konsekwencji Ukraińcy to mieszańcy Chazarów, Pieczyngów, Duńczyków, potem jeszcze Tatarów (tu to imię (Chachła), też Greków bo są wyznania greckiego, podobnie Rosjanie to Ugrowie (Ugrofinowie), Bułgarzy Kamscy, Chazarzy, oczywiście oba te narody (Rosjanie i Ukraińcy) z dużą domieszką Polaków.

    Ideologicznie i historycznie nasza historia będzie nawiązywała nie do okresu piastowskiego, ale wielkiego narodu Wenedów mieszkających szeroko nad Bałtykiem Ptolemeusz vel Suevów miedzy Łabą i Dacją (Wołoszczyzną) Strabon. Teren do Dniepru jako teren Antyjski
    (Peucyński-Chorwacki) jest uznawany przez nas jako teren historycznie Polski (Austrovindów).

    Który to teren straciliśmy nawet jako Wenedowie dopiero w X wieku na rzecz tzw Rusi w wojnie z wschodnią koalicją w której byli też nawet Szwedzi czy może tu bardziej Norwedzy. Jako Lachy i Wenedowie jesteśmy opisywani w wiekach XI itd w Skandynawii. Tu mamy opis są nasze nazwy etniczne Laesum czy Austrvindum.

    http://rcin.org.pl/Content/4168/WA303_4298_KH108-r2001-R108-nr2_Kwartalnik-Historyczny%2001%20Banaszkiewicz.pdf

    ps. To jest historia alternatywna w której odrodzone państwo polskie jest też w wojnie ideologicznej, w wojnie o prawdę historyczną, głównie z Sowietami i Niemcami którzy tu też będą nazwani Nową Babilonią (Bawaria-Bawri perskie Babilon), a oni sami sceltyzowanymi Sarmatami np., separatyzm ukraiński był wspierany i opłacany przez Niemców, wszyscy ci „banderowcy” była to praktycznie niemiecka agentura. Był to okres w którym puczyści, zamachowcy czy jak dziś byśmy powiedzieli terroryści, byli chlebem powszednim ówczesnych zdarzeń. Rozwiązaniem problemu niemieckich Żydów (mówiących w jidisz) w Polsce, będzie mocne wsparcie Syjonistów i zwalczanie drugiego ich odłamu ogólnie rzecz biorąc „Wieży Jelenia”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s